Karta dziadka w archiwum: pytanie, z którym przychodzą z USA

Scenariusz powtarza się od listu do listu. Ktoś znajduje na stronie archiwum albo w bazie genealogicznej kartę rejestracji poborowej dziadka: imię, numer, data, podpis. Potem czyta, że obywatelstwo polskie traciło się przez wstąpienie do obcego wojska, składa jedno z drugim i uznaje, że łańcuch pochodzenia urwał się jeszcze w latach czterdziestych.

Wniosek jest przedwczesny. Rejestracja w Selective Service i służba w armii amerykańskiej to dwa różne zdarzenia, a polska norma mówi tylko o drugim.

Co jest napisane w samej normie

Art. 11 ust. 1 pkt 2 ustawy z dnia 20 stycznia 1920 r. o obywatelstwie Państwa Polskiego. Utrata obywatelstwa następowała «przez przyjęcie urzędu publicznego lub wstąpienie do służby wojskowej w państwie obcem bez zgody Rządu Polskiego». Pełny tekst aktu: ISAP/ELI.

Kluczowe jest słowo «wstąpienie», czyli czynność: człowiek wszedł w skład wojska. Orzecznictwo Naczelnego Sądu Administracyjnego (dalej NSA) interpretuje tę czynność szeroko, aż do formalnego wpisania do rezerwy bez ani jednego dnia rzeczywistej służby. Ale nawet najszersza wykładnia pozostaje wykładnią wstąpienia. Lista osób podlegających obowiązkowi wojskowemu, którą państwo prowadzi samo, wstąpieniem nie jest: człowiek nic w niej nie robi i nikomu nie podlega.

Jeszcze dwie rzeczy, bez których dalszy ciąg będzie niejasny. Pierwsza: obywatelstwo przodka ocenia się według prawa obowiązującego w chwili zdarzenia, a nie dzisiejszego. Dlatego ustawa z 1920 roku to nie historia, lecz narzędzie, którym wciąż mierzy się to, co dziadek zrobił w latach czterdziestych. Druga: pytanie o służbę nie pojawia się w próżni, tylko wewnątrz konkretnego postępowania o poświadczenie obywatelstwa polskiego, które prowadzi wojewoda, a z zagranicy wniosek składa się przez konsula. To właśnie tam trzeba wytłumaczyć znalezioną kartę.

Selective Service słowami samego urzędu

Selective Service System to agencja federalna prowadząca bazę mężczyzn zdolnych do ewentualnego poboru. Samego poboru w USA nie ma od 1973 roku, baza istnieje na wypadek, gdyby Kongres go przywrócił. Rejestracja jest obowiązkowa dla mężczyzn od 18 do 25 lat i sprowadza się do jednego formularza.

«Registering with Selective Service System does not mean you are joining the military» — oficjalne wyjaśnienie sss.gov. Rejestracja nie oznacza wstąpienia do wojska.

Rejestracja nie daje stopnia, nie tworzy kontraktu, nie prowadzi do przysięgi i nie poddaje człowieka dowództwu wojskowemu. To wpis na liście. Dla osiemnastolatka w USA jest tak samo obowiązkowy i tak samo pozbawiony treści jak rejestracja wyborcza.

Czym to różni się od rezerwy izraelskiej

Porównanie jest warte uwagi, bo to właśnie rezerwa daje najsurowsze polskie orzeczenia. W sprawie II OSK 1417/13 chodziło o obywatela wpisanego do rezerwy Sił Obronnych Izraela. Sąd uznał to za wstąpienie do służby, a rozstrzygający był nie czas w koszarach, lecz podległość: człowiek stawał się żołnierzem rezerwy i zaczynał w pełnym zakresie podlegać obcym władzom wojskowym.

Zarejestrowany w Selective Service nie podlega nikomu. Nie ma stopnia, nie można wezwać go na ćwiczenia, za niewykonanie rozkazu nie sądzi go sąd wojskowy. Dlatego zewnętrzne podobieństwo («państwo wie, że istnieję, i może mnie wezwać») prawnie nic nie znaczy: ewidencja i rezerwa to różne stany prawne.

Nie kończ na artykule

W bocie — 750 pytań w formacie prawdziwej rozmowy z konsulem, natychmiastowy feedback i egzamin próbny. Wypróbuj za darmo.

Sprawdź swój poziom →

Jeśli służba jednak była: wola i wyjątek wojenny

Dalej zaczyna się inna rozmowa. Jeśli przodek nie tylko się zarejestrował, ale służył, odpowiedź zależy od tego, kiedy to było.

NSA w wyroku II OSK 162/11 z 26 stycznia 2012 roku postawił szerokiej wykładni dwie granice. Pierwsza: utrata musi być następstwem własnych działań człowieka, będących realizacją jego woli. Zdarzenie niezależne od woli podstawą sankcji nie jest. Druga granica dotyczy wojny.

«Wstąpienie do służby wojskowej w państwie sojuszniczym albo nawet w państwie obcym nie związanym z Polską żadnym układem o sojuszu i wzajemnej pomocy, ale walczącym z państwem nieprzyjacielskim, było zgodne z interesem Państwa Polskiego i nie mogło powodować sankcji w formie utraty obywatelstwa polskiego».

Dla diaspory amerykańskiej i kanadyjskiej to zdanie kluczowe. Dziadek zmobilizowany w 1942 roku służył w armii, która walczyła z tym samym wrogiem co Polska. Wniosek «służył, więc stracił» temu nurtowi orzecznictwa przeczy, a nurt nie jest jednostkowy: sformułowanie o państwie sojuszniczym występuje w ośmiu orzeczeniach bazy sądów administracyjnych.

O «końcu 1946 roku». W materiałach amerykańskiej społeczności pojawia się twierdzenie, że utratę powodowało dopiero zwolnienie ze służby po końcu 1946 roku, bo wcześniej trwała demobilizacja. Data jest prawdziwa, ale amerykańska: Proclamation 2714 z 31 grudnia 1946 roku oficjalnie ogłosiła ustanie działań wojennych drugiej wojny, i według prawa USA weteranem tej wojny jest ten, kto służył do tej daty. Z polską normą nie ma to związku: tekst wyroku, na który powołuje się społeczność, granicy kalendarzowej w ogóle nie ustanawia, a teza urzędowa mówi raczej odwrotnie, że formalny koniec wojny sam przez się dalszej służby w utratę nie zamienia. Patrzeć trzeba na okoliczności służby, a nie na datę w kalendarzu.

Służba czasu pokoju pod wyjątek nie podpada: kontrakt, rezerwa, Gwardia Narodowa to właśnie to wstąpienie do obcego wojska, które norma miała na myśli, i orzecznictwo jest tu surowe. Ale surowe jest dokładnie tak długo, jak długo obowiązywała sama norma, a norma się skończyła. Ustawa z 1920 roku obowiązywała do 18 stycznia 1951 roku włącznie; ustawa z 8 stycznia 1951 roku, która ją zastąpiła, sankcji za wstąpienie do obcego wojska nie zawiera w ogóle. Ponieważ obywatelstwo ocenia się według prawa z chwili zdarzenia, służba rozpoczęta po 19 stycznia 1951 roku automatycznej utraty z tej podstawy już nie powodowała. Dla amerykańskiej rodziny znaczy to konkretnie: pobór wojny koreańskiej i kontrakty z lat pięćdziesiątych pod art. 11 pkt 2 nie podpadają, a służba pokojowa z lat czterdziestych owszem.

Osobno o Gwardii Narodowej, bo bywa wymieniana często. Bezpośredniego orzeczenia właśnie o niej nie ma: wyszukiwanie w bazie orzeczeń po frazie «Gwardia Narodowa» daje zero. Wniosek o niej buduje się przez analogię do rezerwy, którą sąd uznał za służbę, a tę analogię też będzie kwalifikował organ polski, nie amerykański.

Granica ostrożności

Uczciwa odpowiedź musi nazywać też to, czego w niej nie ma. Bezpośredniego orzeczenia polskiego sądu właśnie o Selective Service nie ma: wyszukiwanie w całej bazie orzeczeń po tej nazwie nie daje ani jednego wyroku, przy czym zapytanie kontrolne tą samą metodą zwraca 275. Zero oznacza tu brak orzecznictwa, a nie awarię wyszukiwarki.

Poza tym to, czy dana formacja jest służbą wojskową, kwalifikuje prawo polskie, a nie amerykańskie. Wyjaśnienie Selective Service System jest mocnym argumentem co do faktu, czyli tego, co dzieje się przy rejestracji, ale nie rozstrzygnięciem polskiego organu co do kwalifikacji. Dlatego sformułowanie pozostaje takie: ewidencja to nie służba, podstaw do innego wniosku nie ma, a gwarancji nie daje tu nikt.

Jak sprawdzić to dokumentami

Najlepsze, co można zrobić ze strachem, to zamienić go na papier. Archiwa USA odpowiadają na pytanie «czy służył» wprost, a zwracać się do nich można samodzielnie, bez pośredników.

Karta rejestracji i historia klasyfikacji

W Archiwum Narodowym w St. Louis leżą dwie różne rzeczy. Karta rejestracji poborowej (SSS Form 1) pokazuje, że mężczyzna się zarejestrował: imię, numer rejestracyjny, wiek, data i miejsce urodzenia, miejsce zamieszkania, rysopis. O służbie nie mówi nic. Historia klasyfikacji (SSS Form 102) pokazuje dalszy bieg sprawy, łącznie z wstąpieniem do służby czynnej albo pracą cywilną zamiast poboru i datą zwolnienia. To właśnie drugi dokument odpowiada na pytanie, które naprawdę waży.

Rejestracje z czasów wojny obejmują mężczyzn urodzonych od 28 kwietnia 1877 do 31 lipca 1927 roku, późniejsze karty aż po epokę wietnamską dotyczą urodzonych przed 29 marca 1957. Zamówienie składa się formularzem archiwum pocztą albo mailem; według cennika karta kosztuje 7 dolarów, historia klasyfikacji wraz z kartą 27. Adres i formularz: archives.gov.

Akta osobowe żołnierza i pożar z 1973 roku

Jeśli służba była, pokazują ją akta osobowe z National Personnel Records Center (NPRC) w tym samym St. Louis. Wniosek składa się formularzem SF-180 albo online. Akta otwierają się dla szerokiej publiczności po 62 latach od odejścia człowieka z wojska, więc sprawy z czasów drugiej wojny są dawno archiwalne i zamówić je może każdy, nie tylko krewny. Szybko nie będzie: centrum obsługuje 4–5 tysięcy wniosków dziennie i prosi, by ponownego nie wysyłać wcześniej niż po 90 dniach.

Pożar z 1973 roku. W budynku NPRC spłonęło od 16 do 18 milionów akt osobowych. Dla armii utracono około 80 procent akt osób zwolnionych między 1 listopada 1912 a 1 stycznia 1960 roku. Kopii nie robiono, mikrofilmów nie wykonywano, indeksu nie było, więc nie wiadomo nawet, co dokładnie spłonęło. Odpowiedź «akt nie ma» dla weterana drugiej wojny jest najbardziej prawdopodobna i nie oznacza, że człowiek nie służył.

Archiwum odtwarza służbę z innych źródeł: akt administracji weteranów, list płac, rejestrów stanowych, dokumentów szpitali wojskowych oraz, między innymi, zapisów rejestracyjnych samej Selective Service. Czyli dla amerykańskiego archiwum karta poborowa to ślad pomocniczy, z którego odtwarza się dane, a nie dowód służby.

DD-214, którego dziadek mieć nie mógł

Jeszcze jedno typowe nieporozumienie, a zaczyna się od tego, że ludzie nie wiedzą, czym DD-214 właściwie jest. To zbiorczy dokument zwolnienia ze służby czynnej, «Certificate of Release or Discharge from Active Duty»: jedna strona wydawana żołnierzowi w dniu zwolnienia, z kopią w aktach osobowych. Zawiera datę i miejsce wstąpienia do służby czynnej oraz zwolnienia, ostatni przydział i stopień, specjalność wojskową, wykształcenie wojskowe, odznaczenia i kampanie, łączny zaliczony okres służby, służbę za granicą i charakter zwolnienia. To nią amerykański weteran dowodzi służby, gdy ubiega się o świadczenia.

Kłopot w tym, że dziadek takiej strony mieć nie mógł. Jednolity druk dla wszystkich rodzajów sił zbrojnych wprowadzono dopiero 1 stycznia 1950 roku. Wcześniej każdy rodzaj dokumentował zwolnienie po swojemu: armia drukami WD AGO 53, 53-55 i 55, marynarka NAVPERS-553, piechota morska NAVMC 78-PD, straż wybrzeża NAVCG-553. Amerykańska administracja weteranów nadal uznaje je na równi z DD-214, więc to nie jest dokument gorszy, tylko ten sam pod wcześniejszą nazwą.

Wniosek praktyczny jest prosty. W domu szukać trzeba nie DD-214, tylko tych druków, a wyglądają zupełnie inaczej. Domowy egzemplarz może się okazać jedynym ocalałym: kopia z akt osobowych leżała w tym samym St. Louis, które płonęło w 1973 roku. A dla polskiej sprawy liczy się nie nazwa druku, lecz to, co jest w nim zapisane: czy służba w ogóle była i na jaki czas przypadła.

Co zostaje w każdym razie

Nawet jeśli sprawdzenie pokaże najgorsze i przodek rzeczywiście wstąpił do obcego wojska w czasie pokoju, pochodzenie nigdzie nie znika. Utrata obywatelstwa przez przodka zamyka potwierdzenie obywatelstwa, a nie polskie korzenie. Karta Polaka opiera się na pochodzeniu i związku z polskością, a nie na ciągłości obywatelstwa, i pozostaje otwarta.

Kolejność działań jest prosta: najpierw ustalić, czy służba w ogóle była, potem, jeśli była, spojrzeć na jej czas i okoliczności, i dopiero wtedy wyciągać wniosek o łańcuchu. Zacząć od wniosku, patrząc na kartę ewidencyjną, to zrezygnować ze sprawy, której nikt nie przegrał. Gdzie szukać pozostałych dokumentów przodka, zebrano w artykule o archiwach USA i Kanady.

Najczęstsze pytania

Czy rejestracja w Selective Service odbiera polskie obywatelstwo?

Sama w sobie nie. Norma mówi o wstąpieniu do służby wojskowej, a rejestracja to ewidencja poborowych, co potwierdza wprost sam urząd. Bezpośredniego orzeczenia polskiego sądu właśnie o Selective Service nie ma, więc gwarancji nikt tu nie daje, ale podstaw, by uznać ewidencję za służbę, również nie ma.

Dziadek służył w armii USA podczas drugiej wojny. Łańcuch jest zerwany?

Najprawdopodobniej nie. Zgodnie z wyrokiem NSA II OSK 162/11 wstąpienie do wojska państwa walczącego z tym samym wrogiem było zgodne z interesem Polski i nie mogło powodować sankcji w postaci utraty obywatelstwa.

A służba w czasie pokoju?

To inna sytuacja, ale ma ona datę. Kontrakt, rezerwa i Gwardia Narodowa poza wojną podpadają pod surowy nurt orzecznictwa: NSA uznaje za wstąpienie nawet formalne wpisanie do rezerwy bez ani jednego dnia rzeczywistej służby. Sama norma obowiązywała jednak do 18 stycznia 1951 roku, a ustawa, która ją zastąpiła, sankcji za wstąpienie do obcego wojska już nie zawiera, więc służba rozpoczęta po tej dacie automatycznej utraty nie powodowała.

Jak sprawdzić, czy przodek naprawdę służył?

Zamówić w Archiwum Narodowym w St. Louis historię klasyfikacji (SSS Form 102): pokazuje bieg sprawy, łącznie z wstąpieniem do służby czynnej. Akta osobowe żołnierza zamawia się formularzem SF-180, ale dla zwolnionych przed 1960 rokiem mógł je zniszczyć pożar z 1973 roku.

W dokumentach dziadka nie ma DD-214. To źle?

Nie. DD-214 wprowadzono 1 stycznia 1950 roku, wcześniej zwolnienie dokumentowano drukami WD AGO 53-55, NAVPERS 553 i innymi. Brak DD-214 u weterana drugiej wojny to norma, a nie problem.

Redakcja PLTest

Przygotowujemy materiały na podstawie oficjalnych źródeł — Ustawy o Karcie Polaka, wyjaśnień MSZ i gov.pl — i sprawdzamy każdy fakt prawny przed publikacją. Pytania w bazie PLTest są zweryfikowane na doświadczeniu setek użytkowników, którzy już przeszli rozmowę z konsulem.